piątek, 23 października 2009

Trzy przełęcze

Już od dłuższego czasu chodziła mi po głowie Przełęcz Słopnicka, wspomniana już wcześniej na blogu w tym miejscu. Jednak za każdym razem, gdy miałem się tam udać (rowerem oczywiście) coś w ostatniej chwili przeszkadzało mi w tym.

W końcu pomysł udało się zrealizować w słoneczną, wrześniową niedzielę. Na wycieczkę wyciągnąłem Antka. Antek był po chorobie a przed nami (wg. Google Maps) kreowała się 150-cio kilometrowa trasa. Dlatego też, mieliśmy się nie przeforsowywać i odpuścić przełęcz jeśli forma Antka okazałaby się kiepska.



Ruszyliśmy we mgle o 8. Przez Chorągwicę, po ponad godzinie, dotarliśmy do Gdowa, gdzie zrobiliśmy zakupy, a ja zjadłem śniadanie. Pierwsze 25 km na pusty żołądek bardzo mi odpowiada :) Po tym śniadanku kolejne 25km pedałowania i po 3 godzinach jesteśmy jesteśmy już w miejscowości Szczyrzyc, słynnej z klasztoru Cystersów.



Trafiliśmy akurat na końcówkę Mszy Św. więc w pobliżu zjedliśmy drugie śniadanie i czekaliśmy, aż wszyscy wyjdą z kościoła by móc pozwiedzać. Kolejnym celem był słynny Tymbark, gdzie miała zapaść decyzja o dalszej jeździe lub powrocie.



Po zakupie soczków i zrobieniu pamiątkowego zdjęcia, postanowiliśmy jechać dalej. Pomogła nam w tym postanowieniu sportowa dusza Antka, która nie umiała się poddać i która twierdziła, iż mimo lekkiego zmęczenia nóg czuje się świetnie i ma mnóstwo sił. Oczywiście jak mogłem się temu sprzeciwić? :) Przełęcz kusiła mnie również, lecz jak się później okazało, sprzeciwić się powinienem.



Kilka kilometrów za Tymbarkiem, na początku podjazdu zrobiliśmy postój energetyczny przy sklepie. Po uzupełnieniu niezbędnych kalorii, ruszyliśmy w stronę przełęczy, której podjazd był niesamowicie malowniczy.





Na górze z wysokości 759 m n.p.m. mogliśmy podziwiać piękne widoki, gdyż przełęcz nie jest zalesiona. Po krótkim odpoczynku oraz sesji zdjęciowej ruszyliśmy na długi (7km) i szybki zjazd do Kamienicy, skąd wreszcie zaczęliśmy wracać w stronę Krakowa. W tym momencie Antka dopadł pierwszy kryzys (po 90km). Nogi nie chciały już pedałować, więc zwalniliśmy maksymalnie i powolutku przesuwaliśmy się do przodu, jadąc 10km/h i fotografując przydrożne grzyby ;)






Tak właśnie z wieloma przerwami (w tym jedną na jedzenie) dotarliśmy na Przełęcz Przysłop Lubomierski (750 m n.p.m.) Przełęcze mają to do siebie, że po podjeździe jest zjazd :) A że jechaliśmy na północ, zjazdy były dłuższe niż podjazdy. Dlatego też z Przysłopu do Mszany Dolnej mogliśmy dojechać praktycznie bez pedałowania.



W Mszanie kolejny odpoczynek, i pytanie czy jedziemy dalej czy załatwiamy transport samochodowy, lub też wsiadamy do busa. Lecz Antek dalej nie dawał za wygraną, odpowiadając "Jedziemy!".

Wdrapaliśmy się więc powoli na kolejną przełęcz - Wierzbanowską. A z niej zjazd znów był bardzo długi, aż do Dobczyc. W tym momencie oboje już czuliśmy w nogach przebytą trasę (150km) jednak oboje byliśmy jeszcze przytomni i nie widać było po nas zmęczenia. Jednak przed nami ostatni odcinek - 20km i niepozorne lecz wymęczające Pogórze Wielickie. Do tego robiło się już ciemno.

Ten odcinek dał Antkowi nieźle w kość, widać było już po nim, że jedzie na resztkach sił i że jazda przestaje być przyjemnością. Ja natomiast stresowałem się jego stanem zdrowia i poranną pobudką do szkoły kolejnego dnia. Jednak zapewne radość z pokonanego dystansu jak i przewyższenia sprawiła iż w nocy cała stracona energia została naładowana, a efektem ubocznym były lekkie dreszcze ;)



Tak więc wyjazd można uznać za udany i wyjątkowy ze względu na piękną pogodę, zdobyte cele oraz rekordy. Ja natomiast nauczyłem się aby nie zawsze wierzyć 13-latkom gdy mówią, że czują się świetnie ;)


Poniżej nasza trasa.


Trasa rowerowa 319572 - powered by Bikemap 

wtorek, 8 września 2009

Ciągle w podróży

Podróż cały czas trwa... zatrzymaliśmy się tylko na dłuższą chwilę w Krakowie by móc opowiedzieć rodzinie i przyjaciołom co do tej pory zobaczyliśmy, zwiedziliśmy i przeżyliśmy.

Niestety nie jesteśmy w stanie streścić na blogu w jednym poście alpejskich wrażeń. Dlatego też przygotowujemy stronę o wyprawach, na której znajdzie się relacja dzień po dniu. A tymczasem skończyliśmy tworzyć galerię i zapraszamy do oglądania GALERIA ALPY 2009

piątek, 14 sierpnia 2009

Alpy Oetztalskie

No i stało się. W niedzielę rano ruszamy na naszą pierwszą wyprawę rowerową!

Wszystko zaczęło się w zimie kiedy to przyszło natchnienie i zaczęliśmy obmyślać trasę na rowerowe wakacje. Pierwszym celem wyprawy miał być kierunek południowy aby trochę pojeździć i trochę poplażować nad ciepłymi wodami Morza Śródziemnego. Potem z ust Alexa padł pomysł "A może Alpy do tego?".

Zaczęliśmy się zastanawiać, który region Alp będzie ciekawy. Mając słabą wiedzę o tych terenach jako kolejny cel dodaliśmy znany większości Insbruck. Potem zaczęło się kreślenie pierwszych tras. Pierw było to 1800 km ;) potem zachodziliśmy niżej biorąc pod uwagę, że ogranicza nas trochę czas.

W międzyczasie treningi skrzętnie opisywane tu na blogu.

W końcu pojawił się zarys trasy:

Ruszamy z Krakowa pociągiem do Ziliny potem po godzinie leniuchowania na dworcu przesiadka na pociąg do Bratysławy. Z Bratysławy ruszamy w stronę Wiednia już rowerem. Planujemy z Wiednia dostać się do Insbrucka po drodze zahaczając o stolicę austriackiego regionu wpisanego na listę UNESCO - Hallstatt, potem doliną Ötztal na przełęcz Timmelsjoch (2509 m npm), potem do Trento, Verona, Padwa i w stronę Wenecji. Za Wenecją trochę plażowania podczas drogi do Triestu, potem Ljubljana, jeszcze jedna przełęcz Loiblpass (1367 m npm) i Klagenfurt. Stąd już pociągiem do Wiednia.

Orientacyjna mapka wygląda tak:

Trasa rowerowa 240344 - powered by Bikemap 


Po obwieszczeniu tych informacji na najlepszym i jedynym polskim forum dla sakwiarzy http://www.podrozerowerowe.info/ oraz po zmianie terminu postanowił przyłączyć się do nas Piotrek.

Natomiast pod namową Marcina, z którym ostatnio byłem w Tatrach, otworzyliśmy geoblog, na którym Marcin zobowiązał się umieszczać informacje wysłane do niego przez nas SMSem. Więc jeśli drogi czytelniku bloga chcesz śledzić nas na mapie, wchodź często na http://rowerowi.geoblog.pl/ i trzymaj kciuki :)

środa, 29 lipca 2009

Mała pętla wokół Tatr

Wszystko zaczęło się na forum http://www.podrozerowerowe.info/. W temacie Marcina, w którym pytał o ciekawe miejsca na trasie swojej wyprawy wokół Polski, rozpisałem się obszernie na temat okolic Krakowa. Podobnie aktywni byli inni tubylcy - Magda i Maciek. Jednak ze względu na kontuzję Magdy i wyjazd Maćka, wyszło na to, że jestem jedyną osobą, która mogła by oprowadzić Marcina po Krakowie, gdyż taką wcześniej wyraził wolę. Ucieszyłem się że poznam kogoś z forum osobiście.

Na kilka dni przed swoim wyjazdem Marcin napisał do mnie, że jego plany uległy zmianom. Zamiast z Krakowa kierować się na północ postanowił odbić na południe by po słowackich drogach objechać Tatry wokoło. Wyszedł też z propozycją czy nie chciałbym się przyłączyć do niego gdyż jego kumpel zrezygnował z wyjazdu. Ja natomiast nie wahając się przytaknąłem i już mi się pojawił błysk w oczach na samą myśl o kolejnej rowerowej wycieczce.

W sobotę Marcin dojeżdża do Krakowa pociągiem z Tarnowa ze względu na brzydką pogodę i chęć odpoczynku. Odbieram go z peryferyjnej stacji niedaleko mojego miejsca zamieszkania, skąd kierujemy się do Magdy u której miał umówiony nocleg.

Jednego dnia poznaję osobiście już dwie osoby z forum. Jest to dosyć ciekawe doświadczenie ponieważ choć wcześniej się nie znaliśmy każdy wiedział już dość dużo o drugiej osobie na podstawie informacji z forum oczywiście.

U Magdy przeczekujemy deszcz i bez bagaży jedziemy zwiedzić Kraków na rowerach. Choć przewodnik ze mnie kiepski to chyba zupełnym brakiem wiedzy o swoim mieście się nie wykazałem. Kilka legend i anegdot z podstawówki jeszcze się pamięta ;)

Po tej całej wycieczce wracamy do Magdy by rano znów się spotkać i wyruszyć na podbój Tatr.

Dzień 1

Golkowice - Skawina - Izdebnik - Przełęcz Sanguszki (482 m n.p.m.) - Maków Podhalański - Przełęcz Krowiarki (1012 m n.p.m.) - Zubrzyca Dolna

Dane z licznika:
Trip distance: 121,5 km
Trip time: 6 h 48 min
Average speed: 18,1 km/h
Max speed: 45,6 km/h
Temperature min: 13 st C
Temperature max: 34 st C
Calorie: 1787
Fat-burn 0,2 kg

Wyjechałem o 8 30 spod domu. Po 5 min łapie mnie deszcz i do Magdy dojeżdżam już cały przemoczony. Marcin jest już prawie gotowy, więc ruszamy na Skawinę - ostro pod wiatr. W Radziszowie odbijamy na Wolę Radziszowską testując trasę Bursztynowego Szlaku prowadzącego do Budapesztu. Wynik całkiem niezły, szlak jest dosyć dobrze oznakowany na tym odcinku. Dojeżdżamy do Izdebnika i skręcamy na Sułkowice. Pierwszą przełęcz (Sanguszki) pokonujemy bez większych problemów. W Baczynie zaczyna wychodzić słonce. W Zembrzycach znów skręcamy na szlak bursztynowy, jednak tym razem to pomyłka. Dojeżdżamy do momentu, w którym droga zaczyna iść ostro w gore po kamieniach wiec zawracamy. Przed Makowem Podhalańskim zaczynam źle się czuć. Wstyd się przyznać ale to efekt jazdy na na pusty żołądek. Stajemy pod sklepem by zrobić większe zakupy a potem na ryneczku dłuższy odpoczynek, po którym ruszamy na Przełęcz Krowiarki. Tym razem na podjeździe nie ma much :), ale za to na liczniku wybija mi 100 km tego dnia. Po zjeździe szukamy noclegu. Znaleźliśmy idealne miejsce w Zubrzycy Dolnej, 200 m na zachód od drogi przy jakiejś ogrodzonej kapliczce.


Dzień 2

Jabłonka - Chyżne (PL/SK) - Podbiel - Zuberec - Vyšne Hutianske sedlo (950 m n.p.m.) - Przełęcz "pod Holicą" (1120 m n.p.m.) - Liptovský Mikuláš - Pribylina

Dane z licznika:
Trip distance: 107,3 km
Trip time: 5 h 53 min
Average speed: 18,6 km/h
Max speed: 59,0 km/h
Temperature min: 23 st C
Temperature max: 39 st C
Calorie: 1631
Fat-burn 0,2 kg

W tym dniu padła mi bateria w telefonie, a ładowarki samochodowej, by ładować z dynama, jeszcze nie kupiłem. Poza tym jechaliśmy w ten dzień do samego zmierzchu więc z tych dwóch powodów nie zrobiłem relacji na bieżąco ani w telefonie ani odręcznie. Postaram się z pamięci streścić kolejne dwa dni.

Wyjechaliśmy z Zubrzycy trochę spóźnieni ponieważ dzień wcześniej rozregulowały się przerzutki w moim rowerze i konieczne było ich ustawienie. Migiem dojeżdżamy do Jabłonki na małe zakupy, przed granicą i potem już drogą krajową aż do samej Słowacji i miejscowości Podbiel gdzie skręciliśmy na Zuberec. Kilometry dosyć szybko uciekają. Jednak za Zubercem zaczynają się, nie do końca spodziewane, podjazdy. Jest to właśnie Vyšne Hutianske sedlo a potem Przełęcz "pod Holicą" (w cudzysłowie ponieważ nie znalazłem jej nazwy) z której rozciąga się przepiękny krajobraz na Tatry Niskie. Z samej przełęczy zjazd na tyle ciekawy, że udaje mi się pobić swój rekord prędkości z 56 na 59km/h :) Dojeżdżamy do Liptovský Mikuláš po drodze mijając grupy słowackich rowerzystek. Tak... same rowerzystki ;) Teraz zaczynam się czuć jak na prawdziwych wakacjach. Daleko od domu, nieznany dotąd krajobraz i piękne słońce w którym Liptovský Mikuláš przypomina mi, dzięki swoim białym domom, tureckie miasteczko ;) To był chyba taki przedsmak zbliżającej się wyprawy.... :) Jednak po zakupach jedziemy dalej gdyż plany kilometrowe na ten dzień były dużo większe niż byliśmy w stanie osiągnąć. Po minięciu najdłuższego mostu Słowacji zaczynamy podjazd do Štrbské Pleso, który przerywamy noclegiem na pastwisku pod lasem z widokiem na Krywań.

Dzień 3

Dane z licznika:
Trip distance: 118,8 km
Trip time: 7 h 03 min
Average speed: 17,2 km/h
Max speed: 50,3 km/h
Temperature min: 14 st C
Temperature max: 33 st C
Calorie: 1681
Fat-burn 0,2 kg

Štrbské Pleso (1315 m n.p.m.) - Sliezsky Dom (1670 m n.p.m.) - Vysoké Tatry - Ždiar - Łysa Polana (SK/PL) - Zakopane

Misie z pobliskich lasów nie były łase na nasze resztki kolacji i na nas więc wyruszyliśmy o 10-tej ;) Słoneczko, wiatr w buzie (zresztą tak jak wczoraj) i podjazd do Štrbské Pleso. Na zmianę wymijamy się z dwoma rowerzystami jadącymi w tym samym kierunku. W Štrbské Pleso okazuje się że to Czesi z Czeskiego Cieszyna, dlatego też bardzo dobrze mówili po polsku. Pogratulowaliśmy sobie nawzajem przy jeziorku i oni pojechali gdzieś sobie ;) a my w stronę punktu dzisiejszego dnia czyli w stronę Śląskiego Domu - położonego u stóp Gerlacha hotelu turystycznego na wysokości 1665 m n.p.m. czyli powyżej poziomu regla górnego (lasów iglastych).

Tak wysoko rowerem jeszcze nie byliśmy :) Podjazd też nie łatwy ponieważ na długości 7km cały czas w granicach 10%-17% profil tu ;) -> http://www.genetyk.com/podjazdy/velicke_pleso.gif Ale po ponad półtora godzinnym pedałowaniu znajdujemy się u celu, gdzie z dumą możemy zrobić sobie zdjęcie przy tabliczce Sliezsky Dom (1670 m n.p.m.) :)

Tak w zasadzie zakończyliśmy podboje Tatr, po krótkim zjeździe który Marcin sfilmował (dzięki moim expanderom;) ) i zjeździe z Cesty Slobody rozstaliśmy się w pobliżu miejscowości Lendak. Marcin pojechał w stronę Szczawnicy ja natomiast do Zakopanego na pociąg.

Mogę powiedzieć że był to rekordowy wyjazd dla mnie. Rekord max prędkości, rekord wysokości zdobytej na rowerze, rekord dystansu dziennego, itd. ;)

Bardzo dobrze podróżowało mi się z Marcinem, mamy podobne tempo, dużo przydatnych rad usłyszałem od niego i dobrze dogadywaliśmy się mimo indywidualistycznych charakterów :) Dzięki więc za zaproszenie do wspólnej wyprawy i mam nadzieję że jeszcze nie raz będzie szansa pojeździć razem. Być może wtedy to ja odwiedzę rodzinne strony Marcina.

Dystans całkowity: 347,6 km
Suma podjazdów: 4 584 m

WYBRANE ZDJĘCIA -> http://knp.ae.krakow.pl/~bierb/mala_petla_tatry/

środa, 15 lipca 2009

Propozycja lokalnej trasy - Siercza

Jako że w komentarzach do poprzedniego wpisu znalazła się informacja, że "Czytelnicy w różnym wieku czekają na dalsze pomysły treningowych, lokalnych wypraw." postanowiłem coś z tym zrobić ;)

Na myśl przyszła mi od razu trasa, którą ostatnio często pokonuję w ramach treningów, a która o dziwo nie nudzi mnie :)

Więc zaczynamy. Start z osiedla Nowy Bieżanów, kierujemy się w stronę drożdżowni a następnie w kierunku budującego się odcinka autostrady, potem cały czas prosto ulicą Potrzask aż do drogi krajowej nr 4 (E40) przecinamy ją na zielonym świetle i jadąc wciąż prosto przejeżdżamy pod mostkiem i jesteśmy w centrum Wieliczki. O tym że Wieliczka urokliwym miasteczkiem jest, nie trzeba wspominać:)

Teraz chcielibyśmy się dostać do Sierczy. W tym celu należy udać się w stronę kopalni soli a potem wg. poniższej mapy kierować się na ulicę Janińską i Krótką. Tutaj dojeżdżamy do szlaku rowerowego i należy zaznaczyć, że w tym miejscu rozpoczyna się podjazd do Sierczy. Uuu pojawiło się, być może dla niektórych czytelników przerażające słowo, podjazd. Jednak parę słów wyjaśnień, wg. mnie wszyscy "czytelnicy w różnym wieku" są w stanie pokonać na każdym rowerze ten podjazd, powolutku z przerwami i po chwili jesteśmy na górze. Do tego droga jest tak wytyczona by nachylenie było najłagodniejsze, a również aut tam nie doświadczymy gdyż jest to droga szutrowa.

Więc podjazdów bać się nie należy, bez względu na kondycję i stan roweru, wszystko jest dla ludzi, a gwarantuję że satysfakcja z wyjechania na górę będzie przeogromna! A z góry piękna panorama na Elektrociepłownię Łęg... oups pardon miało być na piękny Kraków ;) i po co komu balon widokowy pod Wawelem ? ;)

Ale moment czy to wszystko? Nie, obracamy się za siebie i naszym oczom ukazuje się piękna panorama Pogórza Wielickiego oraz części Beskidów. Kto wie być może czasem nawet widać Tatry...

Powzdychaliśmy widokami więc czas ruszyć dalej. Kierujemy się na Sygneczów, panoramę Beskidów mając cały czas po lewej stronie. Mijamy pętlę któregoś z autobusów podmiejskich i przed Golkowicami skręcamy w prawo w ulicę Elżbiety Drużbickiej. Na pierwszym skrzyżowaniu jedziemy prosto i wjeżdżamy do niewielkiego wąwozu otoczonego zielenią. Za wąwozem wyjeżdżamy w Kosocicach obok fortu, gdzie ulicą Hallera mijając autostradę dojedziemy do ulicy Kosocickiej skąd na osiedle Nowy Bieżanów już rzut beretem :)

Trasa 19km w sam raz na dwugodzinną wycieczkę spokojnym tempem, i bardzo polecam wszystkim "czytelnikom w różnym wieku" :)

Mapka poniżej


Trasa rowerowa 245397 - powered by Bikemap 

niedziela, 5 lipca 2009

Przełęcz Krowiarki

Dzień 1

Kraków-Myślenice-Stróża-Bieńkówka-Makowska Góra-Maków Podhalański

Dane z licznika
Trip distance: 60,2km
Trip time: 3h 36min
Average speed: 17,1km/h
Max speed: 51,0km/h
Temp min: 24 st C
Temp max: 42 st C
Calorie: 933
Fat burn: 0,1kg

Wstęp

Rozpoczął się lipiec. Wraz z Alexem i Grześkiem ustaliliśmy termin naszej pierwszej w życiu wyprawy. Jeśli wszystko dobrze pójdzie to wyruszymy pod koniec sierpnia by wrócić we wrześniu. Mamy więc 2 miesiące na przygotowania i treningi.

Weekend zapowiadał się bez obowiązków więc postanowiliśmy z Alexem wybrać się na dwudniową wycieczkę. Celem tego wyjazdu jest zdobycie Przełęczy Lipnickiej (Krowiarki) oraz sprawdzenie nowego namiotu.

Dzień 1

Wyruszyliśmy około godziny 11-tej z lekkim opóźnieniem spowodowanym złym humorem pani na myjni, która choć nie miała żadnych aut twierdziła że zaraz będzie je mieć i nie mogę umyć w 5min swojego roweru. Na szczęście w kapitalizmie istnieje coś tak pięknego jak konkurencja ;)





Spakowaliśmy się do jednej pary moich nowych, jeszcze nie używanych sakw. Alex wziął sakwy, ja natomiast namiot i swój śpiwór.

Pierwszy kilometr zszedł na zatrzymywaniu się i poprawianiu ciągle opadającej torby z namiotem.

Spod domu kierujemy się na Swoszowice i Świątniki Górne. Po paru kilometrach spotykamy pierwszych sakwiarzy. Już miałem nadzieję że nie będziemy jechać sami, jednak zatrzymują się przy sklepie i mijamy ich.





Ze Świątnik skręcamy na Siepraw i kierujemy się do Myślenic. Po drodze śniadanko na trawce pod drzewem, oraz wymiana uśmiechów i pozdrowień z jadącą z naprzeciwka grupą kolarzy. A może to ktoś z forum rowerowego, na które ostatnio często zaglądam?:) www.podrozerowerowe.info





Za Myślenicami kierujemy się w stronę Stróży wzdłuż Zakopianki ale drogą lokalną, by następnie skręcić na Budzów. Tutaj już cisza i spokój. Jednak pełen relaks zakłóca ból kolana. Trochę zwalniam a Alex oddala się ode mnie. W tym momencie doznaję lekkiego szoku, "jak to ja z przejechanym dystansem w tym roku 3 razy większym niż Alex zostaję w tyle?!" Uczucie bardzo de motywujące lecz po chwili przypominam sobie słowa z forum "pamiętaj to jedzie głowa" i jako że już nie widzę Alexa wyobrażam sobie że jadę sam i nic mnie nie pogania ;) Za karę podczas wspinaczki na przełęcz w Bieńkówce wypijam Alexowi całą naszą wspólną wodę :P





Z przełęczy zjazd w dół i po chwili kolejne i ostatnie wyzwanie tego dnia - Góra Makowska. Rok temu będąc tu z Grześkiem wprowadzaliśmy rowery ze względu na bardzo stromy podjazd. Tym razem choć z odpoczynkami co 20 m udało nam się wjechać, lecz było nieco łatwiej niż rok wcześniej ponieważ nawierzchnia w postaci betonowych klocków z dziurami została (prawdopodobnie niedawno) zalana asfaltem.



Na szczycie kilka zdjęć pasma Babiej Góry potem zjazd i jesteśmy u celu.


Trasa rowerowa 234594 - powered by Bikemap 


Dzień 2

Maków Podhalański-Zawoja-Przełęcz Krowiarki ( 1012 m n.p.m.)-Jabłonka-Czarny Dunajec-Chochołów-Zakopane

Dane z licznika
Trip distance: 91,3km
Trip time: 4h 42min
Average speed: 19,8km/h
Max speed: 50,6km/h
Temp min: 16 st C
Temp max: 32 st C
Calorie: 1317
Fat burn: 0,1kg

Zgodnie z przewidywaniami o godzinie 4 obudziły nas ćwierkające ptaki ;) Wstaliśmy o 5. Pierwszy nocleg w namiocie bardzo twardy ;) Ale ku zaskoczeniu bardzo ciepły mimo śpiwora typu tesco.



Jeśli chodzi o namiot to poranna rosa zamoczyła tropik od środka a ten jako że nie został przez nas dobrze naciągnięty przylegając do ścian wewnętrznej części namiotu zamoczył je. Na szczęście nie przemokły zupełnie poza jednym wyjątkiem, w miejscu gdzie producent umieścił na szwie metkę informacyjną że w namiocie nie wolno rozpalać ognisk ;)

Wyruszyliśmy o 7 i od samego początku choć dosyć lekko wspinamy się na przełęcz Krowiarki. Za Zawoją pierwsza usterka... Alex zgubił dolną śrubkę od bagażnika. Już myślałem że dostanę sakwy a on będzie jechał na lekko. W ostateczności jednak wykręcamy śrubkę od uchwytu na bidon i mocujemy nią bagażnik.



W tym samym czasie mijają nas rowerzyści górscy, których doganiamy zagadujemy i dowiadujemy się że jadą na przełęcz a później już w terenie szlakiem wokół Babiej Góry.

Na serpentynach przed przełęczą atakują nas burzowe muchy. Mnóstwo much! Co nie pozwala nam się zatrzymać ani zwolnić. Na przełęczy zdjęcie, chwila odpoczynku i zjeżdżamy w dół.



I tak prawie do samej Jabłonki 35-45 km/h. Dużo mocy w nogach więc Alex nadaje duże tempo, ja mimo wczorajszego bólu kolana dziś nie odczuwam nic choć nawet nie założyłem opaski.



Za chwilę jesteśmy w Czarnym Dunajcu, potem w Chochołowie. Parę zdjęć słynnego żywego skansenu i ruszamy dale bo za nami chmury burzowe. Deszcz dopadł nas już w Zakopanem.



Wszystkie cele zdobyte! Trasa nawet dłuższa niż planowaliśmy, łącznie 151 km. Bardzo duże tempo jak na trasę górzystą. Mnóstwo doświadczeń i super przygoda!

PS. Garmin Mobile w moim telefonie (dla zainteresowanych Nokia E71) sprawdził się bardzo dobrze 2 dni nagrywania śladu bez ładowania. (Do nawigacji używaliśmy i tak mapy)

Podjazd na Górę Makowską choć krótszy okazał się stroszmy niż podjazd na Przełęcz Krowiarki.

Relacje z obu dni pisałem na bieżąco każdego dnia w telefonie. A teraz jedynie przekopiuję je na blog.

Część zdjęć została zrobiona aparatem a część telefonem.


Trasa rowerowa 234600 - powered by Bikemap 

wtorek, 23 czerwca 2009

Deszczowe Zoo

Wczoraj nadszedł ten dzień - odbioru roweru Sławka z serwisu. Umówiliśmy się więc pod sklepem, ja już czekałem z rowerem z kartą zniżkową na usługi, Sławek zaraz dojechał tramwajem... Oględziny roweru po serwisie, dynamo nie działa... 10 sekund później jednak działa. Tylko siodełko trochę uszkodzone - wyciągnęliśmy więc genialny wniosek: ażeby samemu nauczyć się serwisować cały rower.

Plan na ów dzień był taki: wyruszamy z Mogilskiej ( ja już z Czyżyn ) i wjeżdżamy od strony Woli Justowskiej do Lasku Wolskiego do Zoo. Aura jak to w ostatnich dniach nam nie sprzyjała. Jednak nie można poddać się pogodzie trzeba jeździć, bo padać może jeszcze długo. Na początku trasy mieliśmy lekką mżawkę, właściwie była to chmura, w której Kraków był utopiony. Myśleliśmy,że tego dnia będziemy właściwie obecni tylko my spośród rowerzystów Krakowa. Jednak na Błoniach zostało to zweryfikowane - spotkaliśmy kilku rowerzystów i wielu biegaczy.

Od Błoń jechaliśmy trasą R4 przez Wolę, potem krótko przez Park Decjusza i do góry do Zoo szukać żyraf. Trasa do Zoo w taką pogodę bardzo przyjemna, piękny widok lasu spowitego mgłą oraz brak jakichkolwiek pojazdów. Bo kto w taką pogodę wybiera się do Zoo. Podjazd też przyjemny tylko trochę kocich łbów na trasie.





Dojechaliśmy do góry, Sławek wypatrywał słoni, ale też (nie)wiadomo czemu się schowały. A przecież czerwiec jest. Z Zoo jechaliśmy do Bielan od Alei Żubrowej. Po drodze widzieliśmy tylko jedną spacerująca parę samca i samiczkę, a raczej ją i jego, bo to ludzie byli. Potem już szybki zjazd w dół. Nie taki szybki, bo było dość mokro.

Na wysokości wodociągów na Księcia Józefa złapał nas mocny deszcz, w którym jechaliśmy, aż do Mostu Zwierzynieckiego.



Tam chwila postoju na przystanku autobusowym i jak już zdecydowaliśmy się ruszać przestało padać.



Przejechaliśmy wzdłuż Wisły do mostu dębnickiego. Tam (koło mostu) z otwartymi rękami, całych zmokniętych, witał raczej nieprawdziwy chińczyk Peng Gong, Donge Peng czy jakiś taki. Jego zadaniem było nas napoić i nakarmić. Standardowy wybór- kurczak z kukurydzą i kurczak w cieście kokosowym i do tego 2 herbaty z luksusową cytryną wartą 40 gr/plasterek. U Chińczyka trochę się wysuszyliśmy, najedliśmy i przyszedł czas na ostatni etap krótkiej podróży. Ja do domu jadąc prawie całkowicie ominąłem deszcz, zdaje się, że wszystkie chmury przyciągnął Sławek...

gościnnie
Aleksander O.

Dane z licznika:
Trip distance: 36,8 km
Trip time: 2 h 09 min
Average speed: 17,4 km/h
Max speed: 39,6 km/h
Temperature min: 13 st C
Temperature max: 18 st C
Calorie: 546
Fat-burn 0,0 kg


Trasa rowerowa 222788 - powered by Bikemap