W końcu pomysł udało się zrealizować w słoneczną, wrześniową niedzielę. Na wycieczkę wyciągnąłem Antka. Antek był po chorobie a przed nami (wg. Google Maps) kreowała się 150-cio kilometrowa trasa. Dlatego też, mieliśmy się nie przeforsowywać i odpuścić przełęcz jeśli forma Antka okazałaby się kiepska.
Ruszyliśmy we mgle o 8. Przez Chorągwicę, po ponad godzinie, dotarliśmy do Gdowa, gdzie zrobiliśmy zakupy, a ja zjadłem śniadanie. Pierwsze 25 km na pusty żołądek bardzo mi odpowiada :) Po tym śniadanku kolejne 25km pedałowania i po 3 godzinach jesteśmy jesteśmy już w miejscowości Szczyrzyc, słynnej z klasztoru Cystersów.
Trafiliśmy akurat na końcówkę Mszy Św. więc w pobliżu zjedliśmy drugie śniadanie i czekaliśmy, aż wszyscy wyjdą z kościoła by móc pozwiedzać. Kolejnym celem był słynny Tymbark, gdzie miała zapaść decyzja o dalszej jeździe lub powrocie.
Po zakupie soczków i zrobieniu pamiątkowego zdjęcia, postanowiliśmy jechać dalej. Pomogła nam w tym postanowieniu sportowa dusza Antka, która nie umiała się poddać i która twierdziła, iż mimo lekkiego zmęczenia nóg czuje się świetnie i ma mnóstwo sił. Oczywiście jak mogłem się temu sprzeciwić? :) Przełęcz kusiła mnie również, lecz jak się później okazało, sprzeciwić się powinienem.
Kilka kilometrów za Tymbarkiem, na początku podjazdu zrobiliśmy postój energetyczny przy sklepie. Po uzupełnieniu niezbędnych kalorii, ruszyliśmy w stronę przełęczy, której podjazd był niesamowicie malowniczy.
Na górze z wysokości 759 m n.p.m. mogliśmy podziwiać piękne widoki, gdyż przełęcz nie jest zalesiona. Po krótkim odpoczynku oraz sesji zdjęciowej ruszyliśmy na długi (7km) i szybki zjazd do Kamienicy, skąd wreszcie zaczęliśmy wracać w stronę Krakowa. W tym momencie Antka dopadł pierwszy kryzys (po 90km). Nogi nie chciały już pedałować, więc zwalniliśmy maksymalnie i powolutku przesuwaliśmy się do przodu, jadąc 10km/h i fotografując przydrożne grzyby ;)
Tak właśnie z wieloma przerwami (w tym jedną na jedzenie) dotarliśmy na Przełęcz Przysłop Lubomierski (750 m n.p.m.) Przełęcze mają to do siebie, że po podjeździe jest zjazd :) A że jechaliśmy na północ, zjazdy były dłuższe niż podjazdy. Dlatego też z Przysłopu do Mszany Dolnej mogliśmy dojechać praktycznie bez pedałowania.
W Mszanie kolejny odpoczynek, i pytanie czy jedziemy dalej czy załatwiamy transport samochodowy, lub też wsiadamy do busa. Lecz Antek dalej nie dawał za wygraną, odpowiadając "Jedziemy!".
Wdrapaliśmy się więc powoli na kolejną przełęcz - Wierzbanowską. A z niej zjazd znów był bardzo długi, aż do Dobczyc. W tym momencie oboje już czuliśmy w nogach przebytą trasę (150km) jednak oboje byliśmy jeszcze przytomni i nie widać było po nas zmęczenia. Jednak przed nami ostatni odcinek - 20km i niepozorne lecz wymęczające Pogórze Wielickie. Do tego robiło się już ciemno.
Ten odcinek dał Antkowi nieźle w kość, widać było już po nim, że jedzie na resztkach sił i że jazda przestaje być przyjemnością. Ja natomiast stresowałem się jego stanem zdrowia i poranną pobudką do szkoły kolejnego dnia. Jednak zapewne radość z pokonanego dystansu jak i przewyższenia sprawiła iż w nocy cała stracona energia została naładowana, a efektem ubocznym były lekkie dreszcze ;)
Tak więc wyjazd można uznać za udany i wyjątkowy ze względu na piękną pogodę, zdobyte cele oraz rekordy. Ja natomiast nauczyłem się aby nie zawsze wierzyć 13-latkom gdy mówią, że czują się świetnie ;)
Poniżej nasza trasa.

4 komentarze:
Tak trochę się przeforsowałem, ale wycieczka była super. Warto było!
A i takie sprostowanie: Bikemap źle policzył kilometry bo przejechaliśmy 170km a nie 159,9 ale to tylko taki szczegół.
Pozdro :)
Antek
Ale piękna pogoda! Zazdroszczę- u mnie jeździć się nie da, pada co drugi dzień, nawet jezdnia nie zdąży wyschnąć. Antek- do treningu. Po jakimś czasie zróbcie znów tą trasę i sam zobaczysz jak podskoczyłeś z formą.
Pozdrawiam, RafałB
To pogoda wrześniowa - na dzień pisania posta nieaktualna. Bo wpis na blogu zaległy ;) Trochę tych zaległych rzeczy się uzbierało...
A teraz pada, jak u Ciebie. Ostatnie rowerowanie zakończyło się przez to przeziębieniem ;)
MIlo sie to czyta,takze po jakims czasie!!A Antek "zarazony"choroba rowerową;))Sławek masz w tym swoj cudny udzial;))Pasjami dobrze sie jest dzielic,takze z młodszymi..
Prześlij komentarz